Aktualności

Powrót do strony głównej

Czasy napakowanych cyborgów się skończyły. Tutaj chodzi o wyższe ideały


O żołnierzach Wojsk Specjalnych, patronie Jednostki Wojskowej Formoza gen. Potasińskim, opowiada Darek Terlecki, organizator Ultratriathlonu, prezes KRS Formoza

Co motywuje żołnierzy do podjęcia tak dużego wysiłku jak start w Ultratriathlonie ku pamięci gen. Potasińskiego?

Na to pytanie każdy ma pewnie własną odpowiedź. Jest wprawdzie określony profil żołnierza, kandydata do jednostek specjalnych, ale charakterów jest wiele… Myślę, że propozycja udziału w tym przedsięwzięciu była dla nich przede wszystkim wielkim zaszczytem. Możliwość reprezentowania kolegów ze swojej jednostki w charakterze żołnierza – sportowca który oznajmia wszystkim, że jednoczy się z kolegami z zaprzyjaźnionych jednostek specjalnych, aby w możliwie najwłaściwszy dla siebie sposób przypomnieć polskiemu społeczeństwu o tragicznie zmarłym dowódcy. Żołnierze, którzy wzięli udział w Ultratriathlonie, są mocno zdeterminowani. Szczególną uwagę w swojej służbie zwracają na rozwój swojej osobowości. Przekłada się to później na pracę w grupie, a co za tym idzie uznanie, szacunek i reputację. W tym konkretnym przypadku znacząco istotne jest, że mogą coś razem zrealizować na gruncie cywilnym, nie na rozkaz. Mają potrzebę dania czegoś od siebie. Oni wiedzą, że mają ku temu predyspozycje, czyli w pewnym sensie komfort psychiczny, bo jednostka stworzyła im ku temu możliwości, aby być sprawnym ponadprzeciętnie zarówno pod względem fizycznym jak i psychicznym. Jednak tu chodzi o coś więcej: chodzi o to, by się spełnić do końca. Pokazać społeczeństwu, że żołnierz polski to patriota, człowiek oddany służbie, że społeczeństwo może na niego liczyć. Żołnierze wzięli udział w Ultratriathlonie również po to, by podziękować i oddać hołd swojemu Dowódcy i pokazać, że ta jednostka (jego w której służy) podziela ich poglądy – wartości.

Start w Ultratriathlonie jest potwierdzeniem najwyższego stopnia przygotowania żołnierzy sił specjalnych. Taki stopień przygotowania osiągają dzięki temu, że stale się doskonalą. Dlatego z pytaniem o motywację do startu w Ultratriathlonie wiąże się jeszcze jedno – bardziej zasadnicze: skąd żołnierze jednostek specjalnych czerpią motywację do stałego doskonalenia się?

Zaznaczę najpierw, że założeniem Ultratriathlonu nie było zademonstrowanie pełni możliwości żołnierzy. Wydarzenie trwało sześć dni, było rozciągnięte w czasie ze względu na zaplanowane po drodze spotkania z przedstawicielami władz miejskich, sponsorami, mediami. Niektórzy koledzy mieli za złe, że na pokonanie trasy było aż tak dużo czasu. Padła z ich strony nawet propozycja, że mogą to zrobić w dwa dni. Tłumaczyłem im: Nie o to chodzi, byście dali z siebie wszystko i robili życiowe rekordy; tutaj chodzi o wyższe ideały, coś więcej niż zaspokojenie własne ego. Wracając do pytania, odpowiem, że najważniejsze są plany szkoleniowe. Zakłada się pewien poziom wyszkolenia. Ten poziom nie może być niższy i to nie podlega dyskusji. Ale jest jeszcze druga rzecz. Są żołnierze o nieprzeciętnych cechach psychofizycznych. Podkreślam „psychofizycznych”, bo czasy napakowanych cyborgów w jednostkach specjalnych dawno się skończyły. Dziś żołnierz jednostek specjalnych to człowiek przeważnie o wzroście w przedziale 175-185 cm i wadze 75 – 85 kg, wyżyłowanej masy mięśniowej i nie rzucający się w oczy. Silny, szybki, zwinny, wytrzymały i tutaj daję znak równości, inteligentny. Część z nich – strzelam – ok. 50 – 60 procent podnosi sobie poprzeczkę jeszcze wyżej. Chcą robić wszystko najlepiej. Niepokorni, ciągle ujarzmiani, z niespożytą siłą. Zwykło się mówić, nie do zajechania. Robią tak, ponieważ czują jakąś wewnętrzną, niezależną od nich potrzebę bycia prawdziwym komandosem. Nie chcą się znaleźć w sytuacji, w której nie będą mogli czemuś sprostać i zawiodą. Zawiodą kolegów z grupy, przełożonych, rodzinę, społeczeństwo. Motywacja, by stawać się coraz doskonalszym, bierze się również z kontaktów z rówieśnikami z innych jednostek specjalnych, również tych z innych państw NATO. Uczestnicząc w realizacji wspólnych zadań, obserwują się, wymieniają posiadaną wiedzę, a tym samym uzupełniają zauważone braki, stale podnosząc kwalifikacje. Może to jest charakterystyczne dla Polaka, może to u nas jest w genach, że nie chcemy dorównywać do kogoś, tylko chcemy, żeby do nas dorównywali inni. Może znaczenie ma również to, że w NATO jesteśmy stosunkowo od niedawna i musieliśmy trochę przyspieszyć, aby nie czuć się w czymkolwiek słabszym.

Podstawą osiągania doskonałości zawsze jest pasja dążenia do wielkich rzeczy, która pobudza sferę emocjonalnego zaangażowania strategiczną wizją przyszłości. Taką wizję roztacza lider. Jaką wizję roztoczył przed żołnierzami gen. Potasiński, patron Formozy, że są dziś gotowi do podejmowania największych wysiłków?

Generał Potasiński objął dowództwo pół roku po powstaniu Dowództwa Wojsk Specjalnych i był jego drugim dowódcą ale to co robił, było czymś zupełnie nowym. Tak naprawdę tworzył DWS i wprowadził jednostki specjalne w NATO w sensie poziomu wyszkolenia i jakości wyposażenia. Żołnierz jednostek specjalnych otrzymał w końcu to, na co długo czekał. Zaczęliśmy mieć dostęp do nowoczesnego uzbrojenia, pojawiły się regularne szkolenia za granicą. On był reformatorem, realistą, wielkim wizjonerem, no i tym właśnie liderem. Miał twardą osobowość. Przynajmniej tak go postrzegaliśmy u nas w Formozie. Był moment, kiedy ważyły się losy naszej jednostki. I wtedy Generał postawił sobie za cel dalszy jej rozwój. Dla każdego żołnierza służącego w Formozie było to bardzo ważne, bo wcześniej docierały do nas niepokojące informacje. Zostaliśmy doposażeni wg standardów NATO. Wyposażeni w nowoczesny sprzęt od sportowego po bojowy. Przechodzimy specjalistyczne szkolenia na wysokim poziomie. Kiedyś np. o szkoleniu górskim w Himalajach można było tylko pomarzyć, dziś to jedno z wielu miejsc na stałe wpisanych w plan szkolenia, wcześniej nierealnych nawet w najśmielszych wyobrażeniach. Tak to wygląda dzisiaj. Gen. Potasiński jako wizjoner dobrze to czuł, potrafił przewidzieć, jak nasze wyszkolenie pójdzie w górę. Chcemy dziękować mu poprzez pamięć o nim i przedstawiać tym, którzy go nie znają.

Rozmawiał Artur Sikorski

tekst znajduje się na stonie autora