Aktualności

Powrót do strony głównej

Czas refleksji

Zbliżająca się 5. rocznica śmierci gen. Potasińskiego dowódcy Wojsk Specjalnych skłania do refleksji i podsumowań. Poniżej publikuję tekst dowódcy Jednostki Wojskowej Komandosów, płk Wiesława Kukuły, który w Dowództwie Wojsk Specjalnych służył od początku, od roku 2007, do roku 2012, kiedy to został mianowany dowódcą JWK.


Gdy 10 kwietnia 2010 roku dotarła do nas wiadomość o tragicznej śmierci naszego Dowódcy - gen. broni Włodzimierza Potasińskiego szybko zdaliśmy sobie sprawę, iż jedynym właściwym sposobem na oddanie hołdu temu wielkiemu Polakowi będzie kontynuowanie rozpoczętej przez Niego misji. Oczywiście nawet pośród nas znajdowały się osoby, które powątpiewały w realność tego zadania. Warto dziś z perspektywy 5 lat zastanowić się co sprawiło, iż pomimo jego tragicznej śmierci cele jakie przed Wojskami Specjalnymi postawił zostały osiągnięte. Spróbuję spojrzeć na te 5 lat z perspektywy oficera, który miał cholerne szczęście pracować z "Potasem" i który stojąc bezsilny nad jego mogiłą podobnie jak wielu innych oficerów Wojsk Specjalnych przyrzekł sobie doprowadzić jego plany do końca. Jakie cechy generała i czynniki sprawiły, że pomimo jego tragicznej śmierci, misja którą rozpoczął zakończyła się sukcesem?

- Pozytywna wizja. W sierpniu 2007 roku generał Potasińki objął dowodzenie Wojskami Specjalnymi. Jego pierwsze decyzje - wbrew oczekiwaniom wielu - wcale nie zakwestionowały wysiłków i planów rozwoju nakreślonych przez pierwszego dowódcę tych Wojsk - generała Edwarda Gruszkę. Potasiński zdając sobie sprawę z ich wartości po prostu twórczo je rozwinął. Tym samym dowiódł - nie tylko nam ale również wspierającym nas sojusznikom - iż rozwój wojsk specjalnych będzie realizowany konsekwentnie. Budowanie własnej wizji nie na zgliszczach i nowo wykreślanych planach ale na osiągnięciach poprzedników stało się jednym z założeń funkcjonowania Wojsk Specjalnych pod jego dowództwem. Wielu z nas bardzo szanowało generała Potasińskego, za jego mądrość i wpisywanie własnych ambicji w misje Sił Zbrojnych. Nigdy na odwrót!

- Nowoczesne przywództwo. Wiele osób słusznie dostrzegało w generale Potasińskim wizjonera. Jest to cecha wielu charyzmatycznych liderów - jako oficer nigdy nie usłyszałem od Niego jak mam coś zrobić. Jego rozkazy i polecenia były bardzo krótkie. Wielu mało kreatywnych oficerów - zwykle wywodzących się z poza wojsk specjalnych - w początkowym okresie swojego funkcjonowania w DWS miało z tym wielki problem. Generał Potasiński po prostu określał cel jaki trzeba osiągnąć oraz udzielał jasnych i czytelnych wytycznych dotyczących ograniczeń w jego realizacji. Reszta należała do nas. Ale jego przywództwo to nie tylko styl dowodzenia ale sposób w jaki dobierał sobie podwładnych. Dysponując możliwością budowania instytucji skupiał wokół siebie... kolejnych liderów, którym powierzał poszczególne dziedziny działalności. Kierowanie ich pracą nie było łatwe - trudno panować nad grupą samów alfa Jednak jego styl dowodzenia, czytelnie i jasne wytyczne, w krótkim czasie spowodowały, że liderzy Ci bardzo silnie identyfikowali się z misją Wojsk Specjalnych i podobnie jak sam Potasiński byli gotowi poświęcić swoją karierę dla sprawy i idei. Trudne początki DWS, w tym fakt, iż trzykrotnie zmieniliśmy siedzibę był dla całego personelu Dowództwa czasem próby. Paradokasalnie przyczyniło się to do tego, iż w dowództwie pozostali głównie ludzie, skupieni na idei a nie na wygodzie służby. Ta zawierucha paradoksalnie pomogła Dowództwu czyniąc je silniejszym.

- Wiara i zasady. Potasiński, żył swoją służbą całym jestestwem. Nigdy nie przypominam sobie bym poza sprawami rodzinnymi omawiał z nim jakikolwiek inny temat, który pozostawał bez związku z naszą służbą. Zwykle dłużej przystawał nad sprawami dotyczącymi podwładnych. Na kolana rzucił nas tym, że potrafił pojechac na drugi koniec Polski by przekonywać oficera by ten pozostał w służbie. Kiedyś zapytałem go czy to normalne, że generał dywizji zwraca się do podwładnego z prośbą, by ten służył jeszcze kilka lat bo jest dla Wojsk niezbędny. Potasiński zmierzył mnie wzrokiem i zapytał jaki okres używalności mają radiostacje Panthera - zaskoczony odparłem, że 30 lat... Na co generał wycedził: Ludzie ważniejsi niż sprzęt. Nasza pierwsza i najważniejsza zasada. Jak do cholery możesz o tym Wiechu zapominać?! Cały Potasiński... Zawsze wierzył w ludzi i gdy upadaliśmy był tym, który pierwszy wyciągał rękę. Ta wyciągnięta ręka znaczyła więcej i bardziej mobilizowała niż godziny smutnego moralizowania.

Wizja, przywództwo i zasady umożliwiły ukształtowanie w DWS własnej kultury organizacyjnej dalece zbieżnej z wcześniej ukształtowaną w jednostkach specjalnych. W całej wielkości generała Potasińkiego wspaniałą rzeczą było to, że z łatwością przewidywaliśmy i wpisywaliśmy się w jego oczekiwania. Znając jego wizję, strategię i jasno określone cele działania to wcale nie było trudne. Co się stało po jego śmierci? Często wyjeżdżał, bo albo chciał być z podwładnymi na "pierwszej linii frontu" albo zabiegał o sojusznicze wsparcie. Potrafiliśmy funkcjonować bez jego fizycznej obecności. Tak było i tym razem. Z czasem jednak zaczęliśmy głośno sobie zadawać pytania co w tej sytuacji zrobiłby „Potas”. Po jakimś czasie zrozumieliśmy, że one nie mają sensu, ponieważ jako jego następcy znamy odpowiedz. Cel pozostał jasno określony, są nim skuteczne Wojska Specjalne wpisane w misje całych sił zbrojnych!

Dzisiejsze Wojska Specjalne są wspaniałym świadectwem służby generała broni Włodzimierza Potasińkiego a w naszych żyłach wciąż płynie krew w której „potasu” nigdy nie zabraknie! Myślę, że generał Potasiński byłby dzisiaj z nas dumny. Myślę, też że nie zawiedzie się na nas w innych sprawach, zwłaszcza dziś kiedy historia zatacza koło i w kwestii Wojsk Specjalnych wiele pozostaje do zrobienia.

Pamięci mojego Dowódcy

płk Wiesław Kukuła
Dowódca
Jednostki Wojskowej Komandosów
"Cisi i skuteczni"